piątek, 23 sierpnia 2013

pani sklepowa

Pan, ok. 50 lat.


-Dzień dobry, poproszę zapalniczkę.
-Proszę, 1.70zł.
(pan rzuca banknot 100zł)
-Ale prosiłabym o drobniejsze pieniążki.
-Nie.
-To ja nie mam wydać niestety.
-Bo co?
-Bo proszę pana nie rozmieniam pieniędzy.
-Ale gówno mnie to interesuje, pani tu siedzi i ma pani mieć.
-NIE.
-Ale jest pani chujową sklepową! 

Ok, ale to nie ma sensu prze pana. Pracuję w kiosku, to powinnam być chu**** kioskarką. 
Mimo wszystko lepiej sklepowa niż jakbym miała być sklepem.
Poza tym, pamiętajcie i Wy. Jeśli zdarzy się, że na serio potrzebujecie rozmienić pieniądze to idźcie grzecznie zapytajcie, czy jest taka możliwość. Jak mam to rozmieniam, ale JAK MAM. Jeśli pani w sklepie nie ma, to zrozumcie to do cholery jasnej, że Wam nie urodzi. 


5 komentarzy:

  1. Na następny raz kieruj do banku :D

    OdpowiedzUsuń
  2. znam to! przychodzi mi do gabinetu klient kupuje obroze przeciwpchelną na 15 zł a płąci mi 200 zł i tak 5 z kolei... czasem ratuje się własnymi drobnymi z portfela czasem nie mam i odsyłam na przeciwko żeby rozmienił, jednak nie trafiłam na takiego gbura

    OdpowiedzUsuń
  3. haha moja koleżanka miała podobną sytuacje, tyle , że Pani już była tak bezczelna ze chciała kupić zapałki za 10gr a dała 100zł. No cóż bywa i tak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po prostu standard! Znam to doskonale :) Zamiast się grzecznie zapytać o rozmianę to kupuje przysłowiową zapalniczkę i jeszcze ma czelność gębę drzeć. Ech...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam całego bloga i jestem przerażona tym ilu chamów spotkałaś na swojej drodze. Kurza twarz, no nie ogarniam jak można być takim prostakiem, żeby Bogu ducha winną obcą laskę w kiosku raczyć takimi ładnymi epitetami jak te, które przytaczasz...

    OdpowiedzUsuń